Czwartek, 12 grudnia 2019. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

PRZEWODNIK PO BIEGANIU|| Justyna: "Biegałam od drzewa do drzewa, aby nikt mnie nie widział"

2019-12-02 08:59:36 (ost. akt: 2019-12-02 09:26:59)
Zdjęcie jest ilustracją do artykułu

Zdjęcie jest ilustracją do artykułu

Autor zdjęcia: pixabay.com

Musiałam skakać, tańczyć, grać w piłkę. Koszykówka z ogromnym poświęceniem z uwagi na fizyczne potrzeby tego sportu wcale mnie nie przerażała. Siatkówka. Mogłam to robić bez końca. Tak siebie pamiętam ze szkoły.

Ale jak trzeba było biegać, tylko biegać — wewnętrzny bunt całego ciała. Wszystko, tylko nie to.
Teraz myślę, że to specyficzna potrzeba wnętrza. Nie dziwi mnie już widok znajomych, którzy mieli podobne doznania. Biegową przygodę zaczynają później. Potrzebują resetu po szkolnym nakazie. Takie początki ma wielu z nas.

Liceum i studia. Obowiązki i poczucie dorastania spowolniły moją dziecięca sportową radość. Ale na to, aby chociaż trochę poćwiczyć w domu w oderwaniu od nauki i problemów, zawsze był czas.
Potem kierat pracy w którym trudno było utrzymać mięśnie w lenistwie. Siłownia, salsa, trampoliny - po ośmiu godzinach przed komputerem. Każde fizyczne wariactwo, na które miałam ochotę. Jedyny ogranicznik stanowiły kasa i czas.



Potrzeba wysiłku i rodzaj musiały się spotkać. Wszystko w poszukiwaniu równowagi. Tak to czułam. Doba okazała się za krótka. Portfel - ciut też chudł. Rozwaga pukała do mojego życia. Wtedy zauważyłam las. Mieszkam tuż obok. Myśl, aby w nim pobiegać przyszła sama.

Przeprosiłam stare adidasy, które doskonale uzupełniały się z modelem dresów i… z przerwami na marsz, od drzewa, do drzewa. Ukradkiem, aby nikt mnie widział - biegałam. Poczucie wstydu. Może wyrzuty sumienia z powodu dyskryminacji tej formy aktywności tak mną kierowały. Wolna chwila i znowu. Buty, dres i miedzy drzewa. Chwilowy zamiennik stawał się powoli nawykiem. Częścią mojego dnia.

Wydeptywałam ścieżki. Na tyle już odważnie, że rodzina i znajomi zauważyli moje kilometry. Kuzynka wierząc we mnie zaproponowała mi udział w 53 Biegu Westerplatte. Zgłoszenie do niego - to chwila w emocji. Dlaczego nie. Po nim stres i motywacja. Różnoraki trening, aby nie dać plamy. Rób to co lubisz. Nic na siłę. Cel – przebiec bez zatrzymania całą dychę.

Wszyscy, którzy robią to po raz pierwszy znają ten stan. Dziwne, niepokojące odczucie z chęcią ucieczki. Niekoniecznie do przodu. To naprawdę duże wyzwanie dla każdego biegacza zaczynającego starty w amatorskim sporcie. Nigdy nie uwierzę, że to łatwa w wykonaniu decyzja.
57:04 otworzyło mi drzwi do innego życia. Poczucie dumy i inspiracja kierowana nadmiarem endorfinowych nadwyżek zaprosiły mnie do zabawy z bieganiem na poważnie.

Myślę, że dziewczyny inaczej podchodzą do biegania. Spokojniej wchodzą w rywalizację i poszukują innych doznań od facetów. Nie muszą poprawiać stale życiówek. Coś nas trzyma w rozsądnym dawkowaniu wysiłku.

Spotkania ze znajomymi, wyjazdy, kontakty z dalszą rodziną przy okazji wyjazdów. To też plusy startów. Żadnych planów i celów. Rób to co daje radość, a nie udrękę – a postęp pojawi się sam. Zresztą nie tylko on. Zmiana diety, poszukiwanie w żywieniu przychodzą naturalnie.
Bieganie okazało się przeciwwagą wielu codziennych kłopotów.

2017 rok i 38 PKO Półmaraton Szczecin. Ustawiłam się na końcu stawki. Marzyłam, aby po prostu dobiec - cała i zdrowa. Intuicja poszukująca takiego tempa, które mnie nie wystraszy - nie zawiodła. To moje pierwsze i poważne zmaganie. 1:48 - to nie była ostatnia grupa w której się ustawiłam. Mijasz i samo cię niesie. To lek nie tylko na to, aby czerpać radość z kilometrów startu. To apteka na codzienne życie. Przyjemność z biegu, a w głowie myśl o przyszłym sezonie. Starty za granicą i maraton. Czemu nie? Jak to ma tak wyglądać.

Równowaga, to jej poszukujcie. Nie olimpijskich oczekiwań w masakrze zmęczenia. Jak nic nie musisz, to przyjemność wychodzi poza granicę oczekiwań. Dyscyplina w treningu nie musi być narzucona. Przyjemna randka z treningiem wynagrodzi trudy dnia. Oczekiwanie na nią porządkuje jego układ.

Niedzielne poranne bieganie deptakiem wzdłuż plaży w Gdańsku, to przyjemność z której nie da się wyfiksować. Nie stawiałam sobie ambicjonalnych celów. Wszystko jakoś łatwo samo się poprawiało czasowo. Piątka i dycha do przodu w wyniku. W marcu 2018 półmaraton warszawski lepszy o 5 min. Wewnętrzny głos: za szybko, przecież to miał być tylko trening, za dwa tygodnie połówka w czeskiej Pradze. To tam miałam poprawić wynik.

Nie czułam zmęczenia, wiedziałam tylko, że muszę wyluzować. Radość Świąt, regeneracja i decyzja o odpuszczeniu biegu. Po prostu pojadę na wycieczkę biegową po Pradze.
Spokojna głowa i niezła jak dla mnie wycieczka z nową życiówką - 1:42 zaskoczyła mnie.
Jednak myśl, trzeba wyluzować, bo radość przestanie rozdawać prezenty – zwyciężyła. Towarzyskie zaległości, odrabiane kosztem mniejszych kilometrów. To był dobry pomysł. fizyczny i psychiczny odpoczynek przydał się.

Zdrowie jest przed wszystkim w sporcie. Nawet tym naszym. Małym, amatorskim. Szacunek do siebie tego wymaga. Badania lekarskie przed 13 Nocnym Maratonem w Bydgoszczy potwierdziły, że mogę bezpiecznie go pobiec.

To maraton w miejscu dla mnie wyjątkowym. Ale dystans przerażał. Spokojnie. Powoli. Na przetrwanie, zachowawczo. Oszczędny tryb energetyczny to pewność, że ściana nie wyrośnie na drodze. 4:01 wystarczyło mi do szczęścia.

Jak będzie dalej? Nie wiem. Nic nie robię na siłę, wbrew sobie. Jestem dumna, że potrafię rozdzielić starty na te; ciut szybciej. Od tych, które traktuję z przyjemnością rozbiegania, bez względu na dystans. Obdarzam uśmiechem tych, którzy mnie mijają wiedząc, że wynikowo mogłabym sobie z nimi spokojnie porywalizować.

W życiu muszę mieć wszystko zaplanowane, rozpisane i pod kontrolą. W bieganiu intuicja i wyczucie bierze górę. Dwie różne osobowości. Myślę, że to dobre spotkanie, aby zachować umiar.
Na początku myślałam, że jestem typem samotnika w kilometrach. Teraz grupka obok jest dla mnie naturalną potrzebą.

Dramat bólu w zapaleniu okostnej piszczeli, to był mój etap prawdy, czy zostanę w bieganiu. Trzeba to przejść, aby zrozumieć. Rodzina, znajomi zwracają uwagę, że za dużo, za mocno. Słucham ich rozsądnych ostrzeżeń. Ich wsparcie, to cudowna rzecz. Mój brat – taxi i support, jest często ze mną. Sam nie biega, ale dla mojej pasji jest w stanie zrobić wiele. To mój najwierniejszy kibic.
Pozdrawiam, Justyna Piątek




Trening 2 -8 grudnia. Mikołajkowy tydzień.
Poniedziałek. Wolne
Wtorek. Rozbieganie 30 min. + 5x50 m (ostry podbieg) p. 2 min. + 5 x30 szt. skip A i wracamy z przebieżkami 5x60-100m p. 2 min - 8 -12km
Środa. Wolne, ale gimnastyka. rozciągająca.
Czwartek. Rozbieganie 5 km + duża sprawność w domu lub na sali
Piątek. Wolne
Sobota. Rozbieganie 25 min + 3 x100m + trucht 5 min + 3-5 km (bieg modulowany – 1 km t-155 2km t-170, 3km t-155, 4km t-170, 5km t-155 – 10-14 km
Niedziela. wolne lub swobodne wybieganie do 1h


Za tydzień – nauczyciel w-fu. Zawód podwyższonego ryzyka.

Paweł Hofman, trener lekkiej atletyki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages