Promocje w Kauflandzie to fikcja

2008-05-30 00:00:00

Jerzy Głowacki z Iławy czuje się oszukany przez market Kaufland. Uważa, że przedsiębiorstwo celowo podaje na regałach sklepowych niższe ceny, które w rzeczywistości są wyższe. Najczęściej sprawa wychodzi dopiero w domu, albo (jak w tym przypadku) przy kasie. Pan Jerzy twierdzi, że to próba naciągania klienta.

Do takiego właśnie zdarzenia doszło w czwartek 15 maja.

- Tego dnia wraz z małżonką robiliśmy zakupy w sklepie Kaufland Polska w Iławie. Pośród wszystkich towarów, zakupiliśmy między innymi aluminiową patelnię. Wisiała ona na stojaku, gdzie oprócz ceny widniała nazwa patelni, taka sama jak na opakowaniu. Kwota na naklejce z ceną wynosiła 39,99 zł - relacjonuje Jerzy Głowacki. - Moja małżonka ma dobry zwyczaj sprawdzać paragony przy kasie i stwierdziła, że zostaliśmy skasowani za patelnie nie 39,99, a 49,99 złotego. Od razu to zgłosiliśmy, a na zapytanie dlaczego jest inna cena, kasjerka powiedziała tylko, że mamy iść do punktu informacyjnego, gdzie oddadzą nam pieniądze. Tak też zrobiliśmy, a na miejscu, bez żadnego wyjaśnienia, zwrócono nam różnicę. Tego dnia kupiliśmy również zmiotkę z szufelką, na których była cena 2,99, a skasowano nas 5,99 zł. Małżonka dała już sobie spokój i nie robiła awantury. To nie pierwszy raz, kiedy zostaliśmy oszukani w Kauflandzie - kończy oburzony mieszkaniec. Robimy zakupy w wielu podobnych sklepach, ale tylko tu zdarzają się nam takie historie.

Co na to przedstawiciele firmy?

- Takie sytuacje czasem się zdarzają i bardzo trudno jest nam nad tym zapanować - mówi Adam Milewski, dyr. iławskiego oddziału marketu Kaufland.

- Gdy już do tego dojdzie, nasi kasjerzy mają obowiązek niezwłocznie skierować pokrzywdzonego klienta do punktu informacyjnego. Tam klient otrzyma od nas różnicę cenową. Personel nie ma prawa wchodzić z nim w polemikę. Dlatego właśnie może to wyglądać jak nasze rutynowe działanie, ale w rzeczywistości tak nie jest - dodaje dyrektor.

Dyrektor całe zajście nazywa dezinformacją. Jaka jest więc przyczyna takiego chaosu?

- Przyczyn jest wiele. Codziennie giną nam ceny i musimy je uzupełniać. Często też niezdecydowani klienci odstawiają towary na inne półki, przez co również może dochodzić do takich sytuacji - tłumaczy Milewski.

Zaniedbanie, a nie celowe działanie

Poszkodowany iławianin - Jerzy Głowacki, o incydencie powiadomił główną siedzibę firmy Kaufland we Wrocławiu oraz Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w Olsztynie.

- Faktycznie, dziś [środa 28 maja - red.] taki list do nas wpłynął. Z przykrością muszę stwierdzić, że tego typu incydenty zdarzają się dość często. Jeżeli jednak chodzi o tą konkretną placówkę, nie przypominam sobie podobnego zgłoszenia - mówi Andrzej Morenda z Inspekcji Handlowej w Olsztynie. - Każdy sygnał od społeczeństwa bardzo poważnie bierzemy pod uwagę podczas typowania kolejnych podmiotów do kontroli. Ten przypadek na pewno też nie pozostanie bez echa. Z doświadczenia wiem, że takie zdarzenia to nie celowe działanie, a raczej niefrasobliwość oraz brak mocy przerobowej przedsiębiorstw - kończy Morenda.

Od redakcji:

Każda ze stron powiedziała swoje, a fakty mówią same za siebie. Rada dla wszystkich robiących zakupy w marketach: dokładnie sprawdzajmy paragon jeszcze zanim opuścimy mury sklepu, upewniajmy się, czy promocja jest rzeczywiście promocją...

Krystian Knobelzdorf
ilawa@gazetaolsztynska.pl
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.