Poniedziałek, 22 kwietnia 2019. Imieniny Łukasza, Kai, Nastazji

PRZEWODNIK PO BIEGANIU\\\ Obrailowałem w bólach podłoże, aby nauczyć się czytać drogę

2019-03-24 11:56:02 (ost. akt: 2019-03-22 14:01:56)
Paweł Petelski, na zdjęciu w środku

Paweł Petelski, na zdjęciu w środku

Autor zdjęcia: archiwum biegacza

Widziałem kilka razy Pawła w Parku Reagana na gdańskim Przymorzu. Jak umówiliśmy się na spotkanie w jego mieszkaniu, byłem w lekkim szoku. Przecież szedłem na spotkanie z niedowidzącym biegaczem...

Kiedy go zobaczyłem w drzwiach nie mogłem uwierzyć, że to on. Że nie widzi. Przecież tak pewnie porusza się na trasach w naszym parku. Absolutna pewność kroku. Sylwetka marzenie dla każdego biegacza. W ruchach widać trening i spójność funkcjonalną. Wymieniliśmy wcześniej kilka zdań. Nic nie zauważyłem.

>>> Musiałem się troszkę postarać przez Polski Związek Niewidomych, aby zdobyć kontakt do niego. A przecież miałem go na wyciągnięcie ręki. To, że potraktowałem go jak wielu przypadkowych kolegów z biegania świadczy o tym, że nie obnosi się ze swoim problemem. Zaskakuje umiejętnością poruszania się biegiem podczas którego każdy krok jest ryzykiem urazu.
Już wiem, że Paweł ogląda świat tylko jednym okiem i nie jest to widok jaki otacza większość z nas. Mgła, ciemność, zamazane kontury z powodu rozwarstwienia siatkówki. Minimalny komfort przy minus 20 dioptrii w nim. Coś tam ogarnia z ekranu komputera wkładając głowę prawie do jego wnętrza. Tylko kilka dni dzieli nas w dacie urodzenia.

T-11 to całkowita ciemność. T-13 to słabo widzący. Opowiada o sobie.

— Ja mam certyfikat T-12 nadawany co dwa lata przez międzynarodową federację. To absolutny wymóg dopuszczający do oficjalnej rywalizacji. Także w mojej M 60+.
Mimo, że nie widzę podłoża, a wszystko co biegnie przede mną jest plamą za którą podążam, to czasami w biegu sięgamy gwiazd. Tak jak Joanna Mazur w 2017 r. podczas MŚ w Londynie ze swoim przewodnikiem Michałem Stawickim. Nie da się tego biegu obejrzeć bez mokrych oczu. Aśka to grupa T-11.

Wszystko w moim życiu rozjechało się jak posypał się wzrok. Szkolne lata to ławka na w-fie. Nikt się nade mną nie pochylił w sprawności. Byłem obok. Kiedy teraz o tym myślę, to wiem, że splot wielu zdarzeń wprowadził mnie na maratońskie trasy.
W szkole masażu przy ośrodku PZN w kształceniu pomaturalnym w Bydgoszczy Jan Remplewicz dał nam wtedy w kość. Odmienił mój świat. Nie dasz sobie rady w życiu zawodowym bez sprawności i wytrzymałości. Masaż to ciężka fizyczna praca. Musisz to zmienić. Słyszałem to wiele razy.
Coś drgnęło we mnie. Szutrowa kilometrowa ścieżka wielokrotnie przytulała mnie do siebie. Sala gimnastyczna odbijała od ścian. Obrailowałem w bólach podłoże, aby nauczyć się czytać drogę. Tłumiona potrzeba poruszania się samodzielnie w przestrzeni wybuchła we mnie. Już wiedziałem, że muszę podyktować życiu warunki, bo inaczej to ono wyznaczy mi swoje.
Pierwszy bieg to 5-ka Wieczoru Wybrzeża na plaży ponad 30 lat temu. Po nim truchtana za tłumem dycha na Westerplatte. To było jak podążanie za chmurą wskazującą kierunek. Maraton Solidarności w 2000 roku w Gdańsku, to inne wyzwanie. Byłem 80-ty na 350 biegnących. Wynik 4.12 w upalnym 30-to stopniowym skwarze, to jedyny powyżej 4 godzin z 84 maratonów. Poznańskie 42 kilometrowe starty zaliczyłem prawie w komplecie. Z 19 tylko jeden wypadł mi z powodu kontuzji. Warszawski Orlen z życiówką 3.09,02 był jednym z nich. Z połówką rozprawiłem się w 1.25 w Gdańsku. Mam ich na koncie ponad 100. Podobnie dyszek czy piątek. Trochę się tego uzbierało przez lata.

Na początku zawsze się bałem. Teraz jest łatwiej. Doświadczenie zrobiło swoje. Rozpoznają mnie na trasie. To pomaga.

Najgorzej jest w tunelach i w pochmurne ciemne dni. Słońce rzucające cienie też zwodzi po drodze. Nierówności, szyny tramwajowe czy studzienki – czasami bolą w kontakcie. Boję się krawężników i nigdy nie ścinam zakrętów. Ruszając z tłumem szukam swobody. Muszę ją mieć, aby czuć się bezpiecznie. Pytam się czasami "w którą stronę?" jak gubię kontakt i tupot nóg biegaczy. Zdarzało mi się pomylić trasę. Zawsze jednak mogę liczyć na pomoc.

Ambasador Fundacji Achilles International Halina Koralewski zaprosiła nas na maraton w Nowym Jorku. Ta wyjątkowa postać z radością pomocy sportowcom w różnorakiej niepełnosprawności, spełniła nie tylko moje marzenie. Wsparcie klubu postawi mnie na starcie tego wyjątkowego biegu.
Kontuzja to przekleństwo dla mnie. To cierpienie, że nie mogę być sobą. To również uciekające coraz szybciej z wiekiem czucie motoryki, które trzeba odbudować.

Codziennie poświęcam 40 minut na trening funkcjonalny, bez niego każde nieprzewidziane zdarzenie w kontakcie z niewidocznym podłożem może być niebezpieczne. Neutralizuję to poprzez ogólną sprawność całego układu ruchu.

Czuję się czasami jak zwierzę biegające w nocy. Muszę rozumieć wcześniej w ruchu otoczenie wyprzedzając negatywne skutki.

Mam w Parku Reagana dwie pętle 5 i 8 km. Brajluję biegiem po tych trasach na miękkich podeszwach czując nawierzchnię. Znam ją na pamięć. Jesień to czas na roztrenowanie. Szarość krótkiego dnia z uwagi na pracę wyklucza samodzielny trening.

Satysfakcja z udziału w ME Grosetto 2016 roku z IV m na 5000 w kategorii wiekowej. Zwycięstwo w międzynarodowej rywalizacji w 2018 w Berlinie na tym samym dystansie dopinguje do trwania w biegowej sprawności. Maraton w Atenach w 3.25 to cząstka radości.

Przynależność do ogólnopolskiego stowarzyszenia osób niewidomych i słabo widzących Cross W-wa umożliwia mi kontakty na poziomie międzynarodowym i trenerskie wsparcie Wisława Miecha (brązowy medalista z Seulu w maratonie w T-11). Pozwala bezpieczniej istnieć w niedowidzącym świecie sportu.

Moje życie w części jest w moich nogach. To od nich zależy nastawienie do dnia codziennego. Tak jest dzisiaj. Jak będzie jutro, nie wiem. Wiem tylko, że nie mogę zwolnić i ograniczyć się do ścian własnego mieszkania. Otwarta w samodzielnym biegu przestrzeń to wolność, która jest mi potrzebna jak powietrze. Czasami biegam z synem, chociaż rzadko. Jest mocnym triathlonistą. Dziękuję żonie i bliskim za wsparcie tam, gdzie sam nie mogę podążać.
opowiadał Paweł Petelski

Trening 25-31 marca.
Znajdźmy bezpieczną prostą i zamknijmy na chwilę oczy. Odkryjemy inny świat.
poniedziałek - wolne
wtorek - rozbieganie + 4x 30 szt A, C i przebieżka z górki 80 m - 6-12km
środa – rozbieganie do wyboru wg potrzeb, ale t-140 max + 4x100m p. w truchcie +
MZB (30 sek. p. 2 min, 2 min. p. 3 min)x 2-4 p. 30 sek. mocny rytm, 2 min (t-180) – 8-15 km
czwartek – rozbieganie 30 min z 5 x 60-100m + w domu 30 min sprawność pilatesowa.
piątek - wolne
sobota – max. dwugodzinny marszobieg w terenie z 8-15 min crossem (t-175)
niedziela - Rower lub wolne

Za tydzień. Pacemaker. Czy jestem gotowy na strefę.

Paweł Hofman, trener lekkiej atletyki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages