Poniedziałek, 22 kwietnia 2019. Imieniny Łukasza, Kai, Nastazji

PRZEWODNIK PO BIEGANIU\\\ Trzy maratony, dzień po dniu. Ludzie mają różne motywacje

2019-03-17 12:00:00 (ost. akt: 2019-03-13 12:38:18)
Zenon Liberna, bohater artykułu, na trasie jednego z maratonów

Zenon Liberna, bohater artykułu, na trasie jednego z maratonów

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Caucasus Challenge. Armenia, Azerbejdżan, Gruzja. Trzy maratony w trzy dni w trzech państwach. To pomysł na przygodę, nie tylko biegową, ale również organizacyjną dla tych, którzy szukają doznań troszeczkę innych. Zaskakujących w realizacji wysiłku. Kompletnie innych startów niż nasze polskie przyzwyczajenia.

Zenek Liberna skończył 3 marca w Japonii projekt sześciu największych światowych maratonów (Nowy Jork, Boston, Londyn, Berlin, Tokio, Chicago). Medal Word Maraton Majors to dodatkowa pamiątka czekająca na mecie.
Ale wcześniej, jesienią biegowy temperament pognał go w kaukaskie klimaty. Dlaczego? Przyciśnięty z odpowiedzią na to pytanie, rozbrajająco stwierdził: "Nie wiem. Tak po prostu mam." I jak tu z nim nie wypić biegowego drinka.

Samolot do Tbilisi…
Lecimy w postsowieckie klimaty. Zapowiadany upał brzmi niepokojąco. Na razie nie myślę. Nie przejmuję się na zapas. Przyjdzie czas, przyjdzie bieg.
O czwartej pobudka. Galop toalety – bo chcę jeszcze pospać. Za piętnaście minut śniadanie i spacer do autobusu, a w nim 3 godzinna podróż do granicy Armenii.

Normalne przejście międzypaństwowe. Normalne dla nich. Dla nas lekki szok. Wokół pełno miejscowych przejściowców z pakunkami, tobołami i innymi żywymi cudami. My w plecaczkach gotowi na bieg. I co z tego, swoje trzeba odstać. Nie znamy zwyczajów miejscowych pograniczników. Czekamy cierpliwie. Po drugiej stronie autobusem troszkę dłużej niż dystans maratonu. Stajemy w polu na asfaltowej drodze. Wokół nic. Rowy, krowy. Pole. I upał z nieba. Na słońcu ponad 40 stopni.

Organizatorzy wytyczają trasę biegu o długości 1 km. Bieg na wahadle tam i z powrotem. My liczymy okrążenia. Wy udowadniacie czas i dystans przebiegnięty na swoich czasomierzach. Uczciwość oparta o naszą technikę pomiaru. Ale wcześniej dyskusja z nami. Czy bieg jest w ogóle możliwy. Organizatorzy boją się o bezpieczeństwo w tej temperaturze. Ale co tam. Przekonujemy – damy radę. No cóż. Chcieć, a móc – to też przepaść. Tylko jeden taki czarnoskóry Francuz nie dość, że upał mu nie szkodził, to jeszcze jak skończył maraton i ciut odsapnął, coś łyknął. Poprosił o dodatkowe 21,095 km. Tyle go widzieliśmy jak przemykał obok nas na wahadle. Przypiekło nam podeszwy butów. A on na boso. Myślałem, że śnię. Leć chłopie, leć. Może dlatego tak szybko, bo asfalt żarzył. Fakir.

A we mnie myśl: trzymaj się kogoś, będzie łatwiej. Znalazłem podwózkę. Wydawał mi się stary i chudy. Może dam radę za nim. I tak na zmianę wieźliśmy się do mety. Na ostatnich 3 okrążeniach przyśpieszyłem. Może on zwolnił. Wcale nie był taki stary. Chudy może ciut. Zmęczenie odbiera rzeczywistość…

>>> Padłem kompletnie wyczerpany. Troszkę czasu, ratunkowych porad innych i do autobusu. Jedziemy dwie godziny do wsi.
A tam biesiada do oporu. Zimne piwo. Miejscowe przysmaki. Uczta. Cudowne przyjęcie dla zmarnowanych maratończyków dawało nadzieję na to, że jutro dam radę zmierzyć się znowu z nim. Wieczorem sześciogodzinny powrót do Gruzji.
Jest północ, czy opłaca się kłaść - pyta Karol. Przecież wstajemy o czwartej. Położyć się było łatwo. Poranny pion, to już inna historia. Czy dam dziś radę?

Rano do Azerbejdżanu. Godziny w autobusie. Na granicy podobnie. W biegu też. Kilometrowy dystans jak w kieracie, bliźniaczy bieg. Tylko fajne 22 stopnie i może popada. Pogodowy luksus wyrwał mnie z wczorajszego letargu. Maszyna odpaliła. Kilometry poleciały łatwiej. A w nagrodę – znowu uczta. Jednak co dobre nie trwa długo. Koniec swawoli. O północy do Gruzji. Po takiej fieście uwierzyłem, że skończę trzeci maraton. Znieczulone mikro urazy gdzieś uleciały.

>>> Wstajemy o szóstej. Tylko 1,5 h dojazdu na bieg. Pętla 3,6 km wokół jeziorka. Przyjemny chłodek od wody i znośna temperatura. Pomimo bólu stopy, euforia pcha do przodu. Troszkę przygód z tymi, którzy marszem pokonywali dystans i koniec. Już koniec.

>>> Po pierwszym maratonie szok – przecież to wariactwo wysiłku. Po drugim wiara – czuję, że dam radę. Muszę skończyć. Po trzecim euforia. Czasami nie rozumiem tego jak emocje i wysiłek nami rządzą. Poznaję siebie na nowo. A na zakończenie: kto był w Gruzji, wie jak traktuje się gości. Nigdy nie zapomnę dumnego narodu kaukaskiego, który nie posiadając wiele nie prosi o jałmużnę, a z przybyszami dzieli się zawsze najlepszym.
Zenon Liberna

Trening 18-24 marca.
Tydzień ze sprawdzianem lub startem..
poniedziałek - wolne
wtorek - rozbieganie + 2x 30 szt. skip A,B,C p. w truchcie 1 min i 100m przebieżka (po każdym skipie) - 6-12km
środa - rozbieganie + 6-10 x 30 sek. p. 1 min. p. na zmianę 1 min, 2 min w truchcie i marszu – do 12 km
czwartek – Sprawność ogólna po 6 km rozbiegania (terenowa siłownia )
piątek - wolne
sobota - rozgrzewka 30 min + udział w zawodach lub dystans, który chciałbyś w zawodach (tak na 80 %) -10 -20km
niedziela - rozbieganie, marszobieg do 1h. Rower lub wolne


Za tydzień: Biegam. Mam tylko mały problem: nie widzę podłoża...

Paweł Hofman, trener lekkiej atletyki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages