Poniedziałek, 16 lipca 2018. Imieniny Eustachego, Mariki, Mirelli

Marleny trzeci wymiar biegania

2018-06-17 15:00:00 (ost. akt: 2018-06-14 11:06:08)
Marlena od 10 lat mieszka w Oslo - poznała tam trzeci wymiar biegania

Marlena od 10 lat mieszka w Oslo - poznała tam trzeci wymiar biegania

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

PRZEWODNIK PO BIEGANIU/// Dziesięć lat szybko minęło. Nareszcie pokochałam Norwegię, adoptując się w niej w całości. No może nie tak na 100%, ale na pewno z większościowym demokratycznym pakietem. Początki, jak zawsze niełatwe.

Były jednak takie same, jak każdej innej młodej dziewczyny, która poświęca czas dzieciom. Cały czas. Nic dla siebie. Jakby tego było mało - w obcym na początku kraju.
Oslo, moje rodzinne miasto. Mogę tak mówić, bo dla dzieci, to jedyne do tej pory miejsce stałego pobytu. Po latach kręcenia się wokół kieratu domowego, jakaś siła odśrodkowa wyrzuciła mnie na zewnątrz. Mam dzieci w przedszkolu. Znam to miejsce. Ale ani be ani me języka norweskiego. Nawet norweski Kali by mnie nie zrozumiał. Angielski, to tu drugi język. Jednak, jak chcesz być z stąd to mów, tak jak tu. Musiałam, chciałam - zmieniłam życie. Bez większych problemów dołączyłam do przedszkolnej grupy na całe 7 godzin dziennie. Troszkę pomagałam, uczyłam się norweskiego razem z dziećmi. Po powrocie, profesjonalny kurs językowy po 3 godziny dziennie. Nadrabiałam czas, który wcześniej dałam dzieciom. Chciałam wtopić się w tamto społeczeństwo. W nowej, krótkiej dobie musiał znaleźć się też czas na nowa pasję – systematyczne bieganie. Wcześniej, też tak troszkę, ale po łepkach. Zmieniłam wszystko według g zasady: albo dobrze, albo wcale.
Pobudka 5 – ta, lub jak z bólem to 6 -ta. Dycha, lub więcej biegania po cudownych terenach w okolicy. Cichutki prysznic, aby dzieci podrzemały jeszcze i pobuuuuu-dka. Cały dom na nogi, jak wszędzie rano. Na 9.00 do przedszkola i z dziećmi do przedszkolnej ławki. Powrót do domu, rodzinne obowiązkowe codzienności i dalej norweski. A wieczorkiem biegowy rozruch lub siłownia - chciałam przygotować się do półmaratonu. Jest już luty, zostało mi ponad 2 miesiące. Trochę na wariata. Jednak czułam, że zrobiłam trening podbudowy. Wszystko, mimo różnych małych lub dużych przeciwności losu mówiło – dasz radę. Teraz czuję, że to wariactwo mnie nakręcało, pozwoliło na więcej. Dogoniłam utracony czas. Człowiek może dużo, a kobieta to już max, jak się uprze… Norweski też zaliczyłam, teraz go doskonalę. Udało mi się również nie pogubić tego, co najważniejsze wokół. Znajomość języka dała mi pracę asystenta w przedszkolu. Pozwoliła na samodzielność pracy instruktorki na siłowni.
Norweskie przedszkole, to w polskich przyzwyczajeniach do ciepłego wychowania dzieci lekki szok. Dzieci praktycznie, cały dzień na dworze. Oczywiście obowiązuje odpowiedni ubiór i zachowania wynikające z przyzwyczajeń do niskich temperatur. Dzieci śpią na zewnątrz do odczuwalnej temperatury -10 stopni. Jak jest chłodniej, to do środka, ale okno otwarte. Jak nie śpią; to spacer, zabawy, hartowanie itp. Kaszel czy katar, tu jakoś nie jest problemem. W zdecydowanej większości dzieci nie chorują. Nawet w całoroczne weekendowe wyjazdy za miasto dzieciaki kąpiąc się w beczkach z podgrzewaną wodą lub po saunie biegają na bosaka. Mokra głowa, może być, ale na niej obowiązkowo czapka.

Biegowo, powoli dojrzałam do maratonu w Oslo (to moje jedyne doświadczenie na tym dystansie). Niezła organizacja. Bawi się całe miasto, nikt nie narzeka, że coś tam zamknięto. Podejrzewam, że nawet tu nikt nie pomyśli, że może być inaczej. Słyszałam, jak to jest w Polsce. Co kraj, to obyczaj. W Norwegii mi on się podoba.

Jednak zanim pobiegłam maraton, musiałam się zmierzyć z monotonią treningu. Kilometry trzeba wybiegać, to wiem. Ale ta nuda po godzinie czy dwóch. Co robić w trakcie. Pracuję, uczę się, każdy z moich współtowarzyszy maratońskich przyjemności też ma to samo – biegamy rzadko z kimś, nie ma z kim gadać. Jak to w zdrowiu psychicznym przetrwać. Natura podpowiedziała. Odkryłam w sobie aplikację, która włącza się po kilkunastu kilometrach. Do 15 km wybiegania czy startu, piorę, gotuje, myślę po norwesku o tym, co mogłabym zrobić w tym czasie. Naprawiam swój świat. Po tym zaczynam liczyć. To przyszło samo, tak z siebie. Mnożę, dzielę i dodaję. Sekundy zamieniam w minuty. Przeliczam na szybkości i kilometry. Na początku myślałam, że to coś dziwnego. Znajomy opowiedział mi o ultra dziewczynie, która układa po 30 km zwrotki do filmu o „Czterech pancernych i psie”. Uwierzyłam w trzeci wymiar biegania.

Pokonuję dystans, nie zważając na bóle pszczeli czy inne wewnątrz ustrojowe udręki. To rodzaj hipnozy w którą się zatapiam, nie widząc tablic kilometrów. Im jestem bardziej zmęczona tym wchodzę na wyższy poziom matematycznych przeliczeń – działa. U mnie to działa, nie tylko jako stymulacja zmęczenia, również jako matematyczna sprawność w różnorakich obliczeniach. Nikt mnie nie zapędzie w kozi róg w sklepie, czy w pracy kiedy potrzeba szybkich matematycznych reakcji. Dwa w jednym to doznanie, którego doświadczam zawsze, jak dłużej biegam. Wszystkie moje treningi i siłownia przygotowały mój organizm do biegowych doznań z przeszkodami. Warszawski runmagedon rekrut, to mój drugi z podium wywalczonym w bólu sukces. Adrenaline rush to zmaterializowane marzenie z miejscem w pierwszej szóstce. Może znowu Biegun – błotnista masakra w Gdyni, który zawsze przeżywam z uwagi na rodzinne klimaty, dwukrotnie ukończony w kompletnym utytłaniu błotnej przyjemności. Wrocławski runnmagedon też czeka, jako prywatna wojna w kraju dzieciństwa. Dużo tego na horyzoncie moich pragnień, ale to moje oczekiwania pozwalające trwać nie tylko w sprawności, również w zgodzie z własnym poczuciem wewnętrznego spokoju. Bilety są tanie, a radość i cele stawiane sobie po drodze bardzo realne. Odkryłam w sobie prawdziwe powody aktywności, odkrywając drogi do celu. A dzieci, dzieci są ze mną na imprezach. Jak wszędzie - dla nich też są dystanse. Jak są ze mną na treningu, to wózek i z nimi, a obok pies. Takie rodzinne wariactwo. Aha, zapomniałam, mężczyzna też często jest obok…

Pozdrawiam z Oslo,
Marlena




Trening 18-24 czerwca (oceńmy siebie, również okiem kamery).

• Pn. Wolne
• Wt. Rozbieganie + 5 x 30 szt. skip A (zachowajmy tę formę kształtowania siły biegowej i techniki w całym roku w marszu lub biegu) + 5 x 100 m \/- 6-10 km
• Śr. Wolne od biegania – może SPRAWDZIAN - test m. brzucha, poprawności przysiadu, zmierzmy tętno rano nim wstaniemy – warto wiedzieć.
• Cz. Rozgrzewka i WT 1 mila (na tętnie 175/min.) p. 10 min + 2-6 x 200m p. 2-3 min - wytruchtajmy na boso.
• Pt. Wolne
• Sb. Rozbieganie z WS (wytrzymałość szybkościowa) 3-8 x 150 m p. 5 min. Ocenimy na ile nas stać. Sprawdzimy przy okazji koordynację biegową (może filmik i spokojnie popatrzymy). Jak ręce, jak biodra, jak stopy ?. A może, jak start –to nagranie też pokarze błędy.
• Nd. Rozbieganie do 1h ( troszkę marszu ?) z 6x 60 -100 m.


Za tydzień. Maturzystka LO – lubię czy nie w-fu, zaskakujące spojrzenie.

Paweł Hofman, trener lekkiej atletyki


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages