Wcześniej bałam się zasypiać, bo myślałam, że się nie obudzę

2017-08-19 10:00:00(ost. akt: 2017-08-18 15:03:28)
Blog Claudii Kowalewskiej z Iławy pt. „Pochłonięta” robi furorę wśród internautów

Blog Claudii Kowalewskiej z Iławy pt. „Pochłonięta” robi furorę wśród internautów

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Kiedy dowiedziała się, że dopadł ją nowotwór, nie załamała się. Założyła bloga i postanowiła zmierzyć się z chorobą. W październiku, już zdrowa, wraca na studia medyczne. Z Claudią Kowalewską z Iławy, blogerką i byłą modelką, rozmawiała Aleksandra Tchórzewska.

„Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się, gdy uświadomi sobie, że ma jedno” powiedział Konfucjusz. Kiedy u pani był ten moment?
— Chyba od razu, jak doszło do diagnozy. Był szok. I poczucie, że faktycznie jest tylko jedno życie i nie można go zmarnować. A z czasem umacniałam się w tym, co jest w przytoczonym cytacie.

A była chęć, żeby smakować życia intensywnie, brać całymi garściami?
— Z jednej strony tak. A z drugiej była chęć, żeby załatwić chorobę raz na zawsze. Wyzdrowieć i dopiero wtedy korzystać z życia. Bo miałam świadomość, że są duże szanse, że się uda i że będę mogla żyć dalej.

W jakim była pani momencie życia, kiedy padła diagnoza, że choruje pani na chłoniaka Hodgkina?
— Zaczęły się wakacje, więc miałam plany wyjazdów i spotkań ze znajomymi. Byłam studentką medycyny. Znajomych, z którymi byłam poumawiana na wakacje, o chorobie informowałam przez telefon. Średnio dawałam radę mówić o tym wprost jeszcze tego samego dnia.

W pani rodzinie był nowotwór?
— Był. Moja babcia zmarła na raka trzustki. Teraz też pojawił się u kogoś z rodziny, ale na szczęście rokowania są pomyślne.

Spodziewała się pani, że nowotwór może panią dopaść?
— Zawsze miałam tę świadomość, że coraz więcej osób choruje na nowotwory. Wiedziałam, że w jakiś sposób można o siebie dbać, np. nie palić papierosów, nie wychodzić jak jest smog. Ale niektórych czynników nie da się wyeliminować. Ludzie uważają, że nowotwór ich nie dotyczy. Tak jak kiedy wsiadają do samolotu, nie myślą o tym, że samolot może się rozbić.

Jakie symptomy panią zaniepokoiły? Kiedy poszła pani do lekarza?
— Miałam guz na mostku. Zaczęłam chodzić do ortopedy. Myślałam, że się przeciążyłam na siłowni albo że zrobił się stan zapalny. Dostałam leki i zastrzyki. Nic się nie poprawiało, wiec zostałam skierowana do torakochirurga, czyli do chirurga zajmującego się klatką piersiową.
Torakochirurg podał mi leki związane ze stawami, ale one nie zadziałały. Konieczna była biopsja. Wtedy okazało się, że jest nowotwór. Potem wszystkie objawy ułożyły się w jedną całość. Wcześniej miałam przewlekły kaszel. A kiedy się skończył, to pojawił się dziwny objaw. Po wypiciu alkoholu czułam mocny ból w klatce piersiowej. Wystarczył nawet łyk piwa. Musiałam poleżeć, żeby minęło. Albo brałam leki przeciwbólowe.

Nie skojarzyła pani tych objawów z chłoniakiem?
— Byłam dopiero na drugim roku studiów i nie miałam tej wiedzy. Ale moi lekarze niestety też nie...

„Po zgredzie ani śladu” — napisała pani w czerwcu na Instragramie. Nazywanie wroga przynosiło ulgę? W ten sposób oswajała pani nowotwór?
— Tę nazwę wymyśliła moja przyjaciółka i tak się jakoś przyjęło (śmiech). Po kontrolnej tomografii okazało się, że chemia działa. Wtedy przyjaciółka napisała, że super i żeby zgred poszedł sobie jak najszybciej. Stwierdziłam, że to fajne, zdystansowane określenie na nowotwora.

A zdarzyło się, że prowadziła pani dialog z nowotworem?
— Nie! Od razu potraktowałam go jak intruza i myślę, że nie miałabym ochoty nawet z nim rozmawiać. (śmiech)

Ostatecznie pokonała pani intruza! Kibicowali pani nie tylko bliscy, ale także setki obcych osób, czytelnicy bloga „Pochłonięta”. Niektórzy w chorobie wycofują się z życia, a pani do ludzi nie przestała lgnąć. Dlaczego?
— Może dlatego, że na medycynę poszłam z powołania? To nie była fanaberia. Kiedy dotarło do mnie, ze mam chłoniaka, musiałam dzwonić po ludziach i dobijać się do nich drzwiami i oknami. Chciałam dowiedzieć czegoś od samych pacjentów. Statystyki często kłamią, a to, co w książkach, nie zawsze ma odzwierciedlenie w życiu. Postanowiłam, że zbiorę swój własny wywiad. Znalazłam kilka osób, które przez to przechodziły. I zastanawiałam się, dlaczego ja muszę się do nich dobijać? Dlaczego nie ma tego w internecie, który jest przecież taką skarbnicą wiedzy. Stwierdziłam, ze nie będę się zamykać, zachowywać informacji, które zebrałam, dla siebie.

Chce pani pomóc prowadząc tego bloga. A czy blog ma też charakter terapeutyczny?
— Odrobinę tak. Też piszę o swoich przemyśleniach. To jest pewnego rodzaju terapia. Ale z tych moich przemyśleń inni też mogą coś wyciągnąć, jakaś radę dla siebie. Pomimo wszystko staram się utrzymać pozytywną stronę tego bloga. Wielu moich czytelników też postanowiło założyć tego typu blogi. Ale ja nie jestem w stanie tego czytać. Mnie to za bardzo wszystko przypomina chorobę... Niektóre z tych blogów prowadzone są w smutny sposób, a mnie to dołuje. Postanowiłam, że nawet jeśli będę pisać o tym, że mam doła, to postaram się, żeby całość posta, który opublikuję, miała pozytywny wydźwięk.

Nadal będzie pani prowadziła bloga, mimo e leczenie jest zakończone?
— Tak. Na Facebooku obserwuje mnie 11 tysięcy osób, a na bloga wchodzi prawie 2 tysiące. Czuję się jednak zobowiązana, że muszę pomóc. A w trakcie studiów jeszcze więcej się nauczę i będę mogła dzielić się swoją wiedzą na temat nowotworów.

Co było najtrudniejsze w trakcie leczenia?
— Chyba najtrudniejszy był pobyt w szpitalu. W grudniu miałam podejrzenie gruźlicy. Jeszcze kiedy byłam w domu, to nie wiedziałam, czy dojdę do auta. Jak dojechałam do szpitala, bałam się zasypiać, bo myślałam, że się nie obudzę. Miałam ogromne duszności i napady kaszlu. Nie mogłam złapać oddechu. Wszystko mnie od kaszlu bolało. Każdy mięsień.

Korzystała pani ze wsparcia psychologa?
— Zdecydowałam się dwa miesiące po rozpoczęciu leczenia. Chemię miałam podawaną w dużej sali. Miałam wielka blokadę, bo po chemii było mi niedobrze, a nie mogłam zwymiotować. Miałam blokadę, która wynikała z psychiki. Potem udało się odwrócić głowę i nie zwracać uwagi na innych ludzi. Miałam też ćwiczenia relaksacyjne.

Czego pani zdaniem nie powinno się mówić osobie chorej na raka? Czego pani nie lubiła?
— Nie lubiłam taryfy ulgowej. Kiedy nie mogłam dojść do łazienki, bardzo źle się czułam. Wtedy oczywiście trzeba mieć tę pomoc. Ale pacjenci mówią, że nie chcą taryfy ulgowej, bo wtedy czują się bardziej chorzy. Jeśli są siły, to dobrze, żeby ktoś wyciągnął na spacer, odwrócił uwagę od choroby.

Pani w chorobie nawet na chwilę nie przestawała dbać o swoją kobiecość. Nawet będąc bez włosów.
— Zawsze lubiłam się malować. To moje hobby. Obejrzałam zdjęcia aktorek, które dla różnych ról goliły się na łyso. Na czerwonym dywanie wyglądały tak pięknie! Pomyślałam: niepotrzebne mi są te włosy. Można zrobić supermakijaż i podbijać świat. Oczywiście wiele kobiet jest bardzo ładnych bez makijażu. Ja widocznie musiałam się trochę wspomóc
(śmiech). To mi dodawało kobiecości. Ale ja na moment nie przestawałam czuć się kobietą, nawet jak mi brwi i rzęsy wypadły. Po prostu mam świadomość swojego ciała. Gorszym momentem było ścięcie na krótko niż zgolenie na łyso. Kiedy zgoliłam głowę, czułam się świetnie i żałuję, że nie zrobiłam tego od początku. Makijaż też był sposobem na zabicie czasu.

Miała pani 15 lat i za sobą debiut w modelingu. Czy choroba przerwała tę karierę?
— Nie, przerwałam ją sama, ze względu na maturę i chęć pójścia na studia. Sama stwierdziłam, że to rzucam i skupiam się na nauce (śmiech).

Chciała pani zostać stomatologiem...
— Wahałam się: medycyna czy stomatologia. Wybrałam pierwsze. W październiku wracam po rocznej przerwie na studia. Będę miała również zajęcia w szpitalu, więc nabiorę praktyki. Jeśli chodzi o specjalizację, to zastanawiam się nad ginekologią.

Pani jest już zdrowa, a włosy odrastają...
— Na razie będę obserwowała, jak wyglądają w każdej długości. Stwierdzę, w jakiej długości podobam się sobie najbardziej i taką fryzurę sobie zrobię!


Claudia Kowalewska

Ma 22 lata, mieszka w Iławie. Swoją karierę rozpoczynała jako modelka. Jest studentką Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. Rok temu dowiedziała się, że ma chłoniaka Hodgkina. Jej blog „Pochłonięta” robi furorę wśród internautów. W czerwcu dowiedziała się, że nowotwór został pokonany. W październiku po rocznej przerwie wraca na studia.


Claudia Kowalewska: Postanowiłam, że nawet jeśli będę pisać o tym, że mam doła, to postaram się, żeby całość posta , który opublikuję, miała pozytywny wydźwięk





2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5