Miłosz Jankowski: Musimy popłynąć najlepszy wyścig w życiu

2016-08-05 14:31:26(ost. akt: 2016-08-05 14:35:38)
Miłosz Jankowski (czerwona czapka) będzie reprezentował Polskę i Iławę na właśnie rozpoczynających się Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Obok Artur Mikołajczewski

Miłosz Jankowski (czerwona czapka) będzie reprezentował Polskę i Iławę na właśnie rozpoczynających się Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Obok Artur Mikołajczewski

Autor zdjęcia: Julia Kowacic

Konkurencje wioślarskie olimpiady w Rio de Janeiro rozpoczną się jutro (sobota, 6. sierpnia), jednak iławianin Miłosz Jankowski do Brazylii poleciał już 23. lipca. Wszystko po to, aby wraz z partnerem z dwuosobowej osady wagi lekkiej Arturem Mikołajczewskim jak najlepiej zaaklimatyzować się w Ameryce Południowej i dobrze przygotować do startów.
Na początku września 2015 roku nie było chyba ważniejszej informacji dla iławian, niż zdobycie przez Miłosza Jankowskiego kwalifikacji na Letnie Igrzyska Olimpijskie. I nie chodziło o to, że wioślarstwo w tym mieście jest jakoś szczególnie popularne, a bardziej o fakt osiągnięcia wielkiego sukcesu, który ucieszył całe iławskie środowisko sportowe i nie tylko.
Jankowski jest bowiem pierwszym od czasu znakomitego skoczka wzwyż Jarosława Kotewicza sportowcem z Iławy, który wywalczył przepustkę na olimpiadę. Kotewicz to zresztą jedyny rodowity iławianin, który startował do tej pory w igrzyskach.

Od kilku już sezonów wioślarz reprezentuje barwy klubu AZS AWFiS Gdańsk, gdzie mógł uczyć się od najlepszych i odpowiednio się rozwijać. Nie zapomniał jednak nigdy skąd pochodzi. Miłosz na każdym kroku podkreśla, że jego małą ojczyzną jest Iława, na obozach i startach oprócz barw narodowych towarzyszy mu biało-niebieska, "pofalowana" flaga miasta. Postawę wychowanka Wiru docenili włodarze Iławy, którzy niedawno przyznali mu symboliczną nagrodę.

— Zdobycie kwalifikacji olimpijskiej to była znakomita informacja dla naszego klubu i naszego miasta. To pierwszy wioślarz z Iławy, który osiągnął taki wynik — mówi Grzegorz Stypiński, trener zawodniczek i zawodników Wiru Iława.
— Miłosz, gdy tylko jest w Iławie, to często odwiedza nas podczas treningów. Zresztą dla wielu młodych wioślarzy i wioślarek jest wzorem do naśladowania — zauważa szkoleniowiec.

Jeden z młodych wioślarzy Wiru Iława napisał nawet szkolne wypracowanie na temat Jankowskiego. Miłosz rzeczywiście jest wzorem dla młodych wioślarek i wioślarzy Wiru, a ta odpowiedzialność musi trochę "ważyć"...
— Faktycznie, był taki przypadek i powiem szczerze, że to była jedna z najmilszych rzeczy jaka mnie spotkała. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę mógł wzbudzać taki autorytet. Teraz trzeba uważać na swoje zachowanie i na to co się mówi i robi, ale myślę, że sobie z tym poradzę — mówi bohater wypracowania.

W Wirze zdobył charakter
Będąc w Iławie, Miłosz odwiedza młodych wioślarzy Wiru podczas treningów. — Staram się przychodzić do klubu, kiedy tylko mogę. Jak patrzę na łódki, to przychodzi wiele miłych wspomnień — mówi wioślarz.
A czy w gronie zawodniczek i zawodników Grzegorza Stypińskiego i Pawła Pierczyńskiego widać następców Jankowskiego? — Uważam, że są świetni, większość z nich bije nas na głowę warunkami fizycznymi i czasami osiąganymi na ergometrze w tym wieku. Trenerzy potrafią bardzo dobrze ułożyć ich technicznie. Słabsi zawodnicy muszą pamiętać, że nie zawsze od początku trzeba być mocnym. Systematyczną i ciężką pracą w końcu się osiągnie swój cel — daje poradę olimpijczyk.

Do pójścia na pierwszy trening Miłosza namówił Wojciech Kopczyński, nauczyciel z gimnazjum nr 1 w Iławie. — Poszedłem na pierwsze zajęcia do iławskiego Wiru z kilkoma kolegami. Miałem dobre warunki fizyczne, byłem już wtedy dość wysoki i szczupły. Zresztą szczupły jestem do tej pory — z żartem mówi Jankowski. — W pierwszych naszych zawodach zajęliśmy wraz z Łukaszem Mierzejewskim przedostatnie miejsce, co i tak było dla nas dużym sukcesem. W 2004 roku na „czwórce”, czyli jeszcze z dwoma innymi kolegami, zajęliśmy drugie miejsce w mistrzostwach Polski młodzików. To był nasz pierwszy medal. A później już poszło — praktycznie co roku zdobywaliśmy medale juniorskich mistrzostw kraju — wspomina Jankowski.


9. października 2007. Łukasz Mierzejewski i Miłosz Jankowski wynoszą na trening łódkę ze zburzonej już (spalonej) bazy wioślarskiej, która mieściła się na terenie dawnych zakładów drobiarskich nad Jeziorakiem
Fot: Mateusz Partyga

Zawodnik przechodził pod czujnym okiem trenerki Urszuli Janikowskiej (uczestniczka olimpiady w Moskwie w 1980 roku) przez kolejne kategorie wiekowe. — To właśnie w czasie reprezentowania barw Wiru ukształtował się mój charakter. Wtedy to nauczyłem się wiosłować — wspomina początki kariery iławianin, który wraz z Mierzejewskim (już nie trenuje wioślarstwa) zdobył sześć medali mistrzostw Polski w kategoriach młodzieżowych.

A właściwie, skąd to zamiłowanie do wioseł? — W przeszłości trenowałem też piłkę ręczną oraz taniec towarzyski, ale bardzo krótko. Wybrałem wioślarstwo, bo lubię wodę i rywalizację. Chciałem w końcu sprawdzić się na łodzi. Gdy jednak zaczynałem wiosłowanie, to jeszcze nie potrafiłem pływać. Dopiero w gimnazjum to opanowałem, co jak na młodego człowieka mieszkającego sto metrów od jeziora jest rzeczą dość oryginalną — zauważa Jankowski.

Obwód w klacie razy trzy
Iławianin od początku przygody z wiosłami zdradzał duży talent. Dostrzegli to trenerzy kadry narodowej juniorów młodszych, którzy powołali Miłosza na zawody. Były to mistrzostwa Europy środkowo-wschodniej na Słowacji.
— Gdy otrzymałem powołanie do kadry poczułem, jakby obwód mojej klatki piersiowej zwiększył się trzykrotnie. Taki byłem dumny — mówi wioślarz, który pokonywał kolejne szczeble kariery reprezentacyjnej. Do tej pory jej najważniejszym momentem były zeszłoroczne mistrzostwa świata, które odbyły się we Francji.


Rok 2011: Miłosz Jankowski, już w dresie reprezentacji Polski, przed dopiero co oddaną do użytku bazą wioślarską
Fot: Mateusz Partyga

— Chyba jeszcze nigdy w naszej karierze nie byliśmy tak mocni, jak w tym sezonie. Podczas obozu przygotowawczego nie mieliśmy ani jednego złego treningu, a osiągane czasy były bardzo obiecujące — mówił Jankowski tuż przed wyjazdem do Aiguebelette. — Jedziemy do Francji z nastawieniem na jak najlepszy występ. O medal może być ciężko, bo konkurencja jest bardzo silna, jednak postaramy się załapać do pierwszej jedenastki klasyfikacji końcowej. Dałoby to nam przepustkę na olimpiadę — tłumaczył iławianin. A tuż po wygranym finale B powiedział — To był nasz najlepszy start w karierze, do tego przydarzył się w najważniejszym momencie — mówił Miłosz, z którym rozmawialiśmy telefonicznie godzinę po tym wyścigu.

250 dni w roku
poza domem

Zdobycie kwalifikacji olimpijskiej samo w sobie już jest sukcesem. Oznacza też jednak mnóstwo pracy i wyrzeczeń. Jeśli chce się osiągnąć satysfakcjonujący wynik, to całe życie musi zostać przekształcone i dostosowane do przygotowań do igrzysk.
— I tak to właśnie wygląda w moim przypadku. Rodzina, znajomi, treningi, zajęcia dodatkowe — wszystko to trzeba było uporządkować i dostosować pod kątem przygotowań do Rio — mówi Miłosz.

Od momentu wywalczenia biletu do Brazylii wychowanek Wiru Iława przebywał na trzech zgrupowaniach kadry w Portugalii (każdy po trzy tygodnie), formę szlifował także podczas pobytu we włoskim Livigno (treningi na nartach). Do tego co chwila odwiedzał ośrodek przygotowań olimpijskich w Wałczu, który nie tylko dla wioślarzy stał się w ostatnich miesiącach drugim domem.

— Według moich wyliczeń, od momentu wywalczenia kwalifikacji poza domem, na obozach i zawodach, spędziłem 250 dni. Oczywiście nie można narzekać z tego powodu, sami tego chcieliśmy, a do tego mamy stworzone bardzo dobre warunki do trenowania, zwłaszcza w Wałczu — ocenia reprezentant kraju, który w ostatnich miesiącach całkiem nieźle prezentował się w międzynarodowej rywalizacji. Dwukrotnie wraz z Arturem Mikołajczewskim zajmował siódme miejsce w zawodach Pucharu Świata (włoskie Varese i szwajcarska Lucerna), a mistrzostwa Europy (niemiecki Brandenburg) zakończył na czwartym miejscu.

Nasza dwójka podwójna wagi lekkiej szczyt formy szykowała oczywiście na początek sierpnia. Konkurencje wioślarskie rozgrywane będą w dniach 6-13 sierpnia, zawody odbędą się na torze Lagoa Rodrigo de Freitas. Cała wioślarska kadra Polski do Brazylii poleciała jednak szybciej, bo już 23. lipca. Dzień wcześniej wszyscy odebrali nominacje olimpijskie.
— Chcemy odpowiednio przygotować się do startów i zapoznać się z zupełnie nowymi warunkami. Mieliśmy na to trochę czasu. Przedbiegi naszej konkurencji odbędą się 7. sierpnia, ewentualne repasaże dzień później. Półfinały zaplanowane są na 10., a finał na 12. sierpnia — wymienia terminy Jankowski.

— Medalu nie mogę obiecać, bo konkurencja jest bardzo silna a my nie należymy do faworytów. Będziemy jednak chcieli skorzystać z tej niezwykłej okazji i dobrze zaprezentować swój kraj. Założenie mamy takie samo, jak na MŚ we Francji: popłynąć najlepszy wyścig w życiu.

I tylko deski żal
Jeszcze w trakcie reprezentowania barw Wiru, Miłosz otrzymał od swej trenerki zakaz jeżdżenia na ukochanej deskorolce. Mus to mus — trzeba było się dostosować. A jak sytuacja wygląda teraz?
Ciągle nie jeżdżę, a ostatnie pół roku to nawet bałem się zbiegać po schodach żeby przypadkiem nie skręcić kostki. Wszystko zapobiegawczo, ale po igrzyskach napiszę do Polaków w Rio, czy mi nie załatwią deskorolki, to w wiosce olimpijskiej poskaczę, bo jest tu skatepark. Bardzo mnie ciągnie do tego — pisał do nas, już z Brazylii, wioślarz-deskorolkarz.

Miłosz od razu po wylądowaniu w Rio dowiedział się, że na wielkie wygody nie będzie mógł tu liczyć. Po jego doniesieniach o katastrofalnych warunkach w pokoju (pisaliśmy o tym też na naszych łamach — tekst tutaj) rozpętała się ogólnopolska afera.

W odpowiedniej regeneracji, oprócz warunków klimatycznych, mogą przeszkadzać także dość długie, godzinne podróże na treningi plus trasa powrotna. "Miłek" (tak na wioślarza z Iławy mówią znajomi i przyjaciele) za bardzo jednak tym się nie przejmuje i już myśli o pierwszych wyścigach.

••• Na koniec ciekawostka: Jankowski jest bardzo wysoki jak na zawodnika wagi lekkiej (-75kg). Mierzy aż 193 cm. — Prawdopodobnie jestem najwyższym wioślarzem wagi lekkiej na świecie — mówi Miłosz.
Na ewentualnym podium różnica wzrostu na pewno będzie dostrzegalna...

zico
m.partyga@gazetaolsztynska.pl

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Klaudiusz #2042104 | 46.186.*.* 7 sie 2016 11:39

    Jacy wy wszyscy bezuczuciowi obojętni. Nikt nawet Miłosza nie dopiguje i na duchu nie trzyma a start ma dziś, niedziela, o godz. 16,20

    odpowiedz na ten komentarz

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5